Przykazanie 15: "Z zasady ufać ludziom"
Moi Drodzy,
Po bardzo długiej przerwie, pozwolę sobie krok po kroku dokończyć nasze rozważania dot. "Przykazań jak żyć" prof. Kołakowskiego. Dlaczego taka przerwa? Może dlatego, że jak zwykle dużo działo się w moim życiu, a może też dlatego, bym w pełni dojrzał do tego "przykazania".
Mawia się, źe człowiek jest człowiekiem stadnym, choć ostatnio, w teorii, bardziej wmawia nam się indywidualizm czy nawet, pewne jego aspekty obserwujemy. Popychająć do absurdu, nasz indywidualizm najczęściej kończy się, gdy nie mamy prądu, Internetu, czy otwartego sklepu przez dłuższy czas. To piękna iluzja: "sam wszystko osiągnałem". No niestety, nie do końca to prawda, a na pewno nie we słowie "wszystko". Bez społeczeństwa jako takiego, gonimy sami za pożywieniem i walczymy o przetrwanie niczym w filmach apokaliptycznych.
Skąd więc indywidualizm? Z prostej kwestii: przebodźcowania. Dawniej, spotykaliśmy max. kilkadziesiąt osób dziennie w realnym życiu. I pewnie, do setki w ciągu roku. Teraz... w samej pracy codziennie mijam setki osób w fabryce, rozmawiam z dziesiątkami osób z całego świata, a w ciągu życia... Nic dziwnego, że organizm potrzebuje przerwy od bodźców, którymi akurat teraz są ludzie...
Przechodząc do naszych rozważań o zaufaniu. Każdy z nas przeszedł "zawody" od ludzi: rozstania, rozwody, "noże w plecy", zdrady, braki lojalności. Czy to znaczy, że powinniśmy przestać mieć zaufanie do ludzi?
De facto, tak. Jeśli sparzysz się gorącym, nie dotykaj. Jeśli "sparzysz się" człowiekiem, trzymaj sie od niego z dala. A jednak, mimo świadomości, iż 70% małżeństw np. w Hiszpanii kończy się rozwodem, ludzie biorą ślub i idą w związek monogamiczny, wraz ze wspólnotą majątkową. Logicznie patrząc, to gorsze niż hazard, gdzie, w teorii, gra w ruletkę daje większe szanse 50/50.
Czyli, na podstawie statystyk, zaufanie ludziom jest hazardem. Ba, popchnijmy to do dalszego absurdu. "Oddaliśmy władzę" jako tzw. demokracja w ręce ludzi, którzy nas stale okłamują, i nawet większość z nas już dobrze wie, że nas okłamują. To trochę jak kibicowania klubowi piłkarskiemu: "zawsze są do d*py", ale to przecież nasi". Czyli, społeczeństwo, wbrew założeniom Akwinaty, nie jest oparte na prawdzie, ale na kłamstwie.
Przypadków kłamstwa społecznego można by przywowyłać wiele. Przerażającą tezą jest, że aktualne społeczeństwo nie jest w stanie funkcjonować bez kłamstwa i na nie się dobrowolnie godzi. Niestety tak jest i każdy dobrze o tym wie. Pogodzenie się z tym jest upadkiem cywilizacyjnym, ale o jakiej cywilizacji my już mówimy?
Celowo pomijam filozoficzne pytanie "czym jest prawda", bo to zbyt długi temat na ten wpis, ale na potrzeby wpisu, nazwijmy to, niewprowadzaniem celowo drugiego człowieka w błąd.
A więc, po tym wszystkim, jak mamy z zasady ufać ludziom? To nielogiczne, niezgodne z intuicją. A jednak...
Dwa aspekty: podświadomość i świadomy wybór.
Podświadomość. Dużo o tym nie będę pisał, bo to robimy wszyscy. Wsiadam w samochód, mam ograniczone zaufanie do innych kierowców (najczęściej o tym nie myśle), ale jednak zaufanie. Płacę w sklepie - zakładam, że pan/i kasjerka nie "nabija mnie w balon", etc. Proste. Zaufanie działa podświadomie.
Świadomość. To dużo bardziej ciekawszy aspekt. Skoro jesteśmy tak "zranieni", powinni stać się podejrzliwi wobec każdego człowieka. Są też de facto takie choroby. Nie mówimy to jednak o ekstremalnych sytuacjach a "normalnym" podejściu.
Ok, wg normalności, powinniście przestać ufać każdemu: małżonkowi/małżonce, parterowi/partnerce, chłopakowi/dziewczynie, rodzinie, etc. Największa prawdopodobność jest, że Was zranią, zdradzą, oszukają... Kłania się statystyka, nie moja opinia...
Dlaczego jednak warto ufać? Bo bez podstawowego, a raczej wstępnego zaufanie, zamykamy się na świat niesamowitych ludzi. Gdybym, po pierwszym kryzysie zamknął się na ludzi, nie poznałbym przez 40 lat mojego życia, geniuszy, świętych, przyjaciół, dobrych znajomych... Chyba to jest clue... a raczej decyzja życiowa... Czy chcę dalej, mimo wszystkich ran, poznawać dalej ludzi, wśród których są perły a nawet dawać szanse tym, którzy zawiedli (przypomienie: jesteśmy tylko ludźmi, zawsze coś zawalimy, ale dajmy możliwość naprawy tego)?
Moi Drodzy. Nie przekonam Was do ufania ludziom, i to nie jest zamiarem tego wpisu, gdyż liczby są "przeciwko mnie". Niemniej jednak, czasami podejmujemy pewne decyzje "świadomie", czasami niczym contra spem spero, tak z zasady ufać ludziom jest świadomie taką filozoficzną decyzją.
Wkrótce kolejny wpis...
